Stara się obróciła i chciała pokazać podarki, którymi się przypominał i także jej pamięci, gdy Marianna, odwracając się od podarunków, zawołała namiętnie:

— Precz! Precz! Nie chcę dzisiaj słyszeć o tym wszystkim; słuchałam ciebie, chciałaś tego, niechże tak będzie! Jeśli Norberg powróci, będę znów jego, będę twoja, zrobisz ze mną, co zechcesz, ale aż do tego czasu chcę być swoja i choćbyś miała tysiąc języków, nie potrafisz mnie odwieść od mego postanowienia. Całe moje ja oddam temu, który mnie kocha i którego ja kocham. Nie rób min! Oddam się tej namiętności tak, jakby miała trwać wiecznie.

Starej nie brakowało zapasu upomnień i dowodów, ponieważ jednak w dalszej sprzeczce stawała się gwałtowna i przykra, Marianna poskoczyła do niej i uchwyciła ją za ramiona. Stara zaśmiała się na głos.

— Muszę się postarać — zawołała — żeby rychło znów wlazła w długie suknie, jeśli chcę być pewna swego życia. Dalejże, rozbieraj się! Spodziewam się, że dziewczyna przeprosi mnie za przykrość, jaką mi wyrządził popędliwy żołnierzyk; zrzucaj precz mundur i tak dalej, wszystko precz! To niewygodny strój, a dla ciebie niebezpieczny, jak sądzę. Epolety cię rozzuchwalają.

Stara chwyciła ją, Marianna wyrwała się.

— Nie tak prędko — zawołała — dziś czekam jeszcze na odwiedziny.

— To niedobrze — odparła stara. — Chyba nie na młodego, czułego, nieopierzonego syna kupca?

— Właśnie na niego — odrzekła Marianna.

— Zdaje się, jakoby wspaniałomyślność miała stać się twoją panującą namiętnością — zauważyła stara z przekąsem. — Z wielkim zapałem ujmujesz się za niepełnoletnimi, za biedakami. Musi to być zachwycające, gdy się jest czczoną jako bezinteresowna dawczyni.

— Kpij, ile ci się podoba. Kocham go! Kocham go! Z jakimże zachwytem po raz pierwszy wymawiam te słowa! To właśnie jest ta namiętność, którą tak często przedstawiałam, o której nie miałam żadnego pojęcia. Tak, rzucę mu się na szyję, obejmę go tak, jakbym chciała zatrzymać go na wieki. Okażę mu całą swą miłość, a jego miłością nasycać się będę w całej jej rozciągłości.