— Jest na górze.
W kilku skokach chłopak znalazł się na schodach, a Wilhelm pozostał na progu jakby przyrośnięty. W pierwszej chwili byłby chłopca ściągnął za włosy ze schodów; potem gwałtowny kurcz namiętnej zazdrości nagle zatamował bieg jego sił życiowych i myśli, a kiedy powoli przyszedł do siebie z osłupienia, opanowały go niepokój, niezadowolenie, jakich nigdy w życiu jeszcze nie odczuwał.
Poszedł do swego pokoju i zastał Mignon zajętą pisaniem. Dziecko od pewnego czasu z wielką pilnością starało się spisywać wszystko, co umiało na pamięć, a to, co napisało, dawało do poprawy swemu panu i przyjacielowi. Była niestrudzona i robiła dobrze, tylko litery były nierówne, a wiersze krzywe. I tu jej ciało zdawało się opierać duchowi. Wilhelm, któremu, gdy był spokojny, wielką radość sprawiała gorliwość dziewczynki, tym razem mało zwracał uwagi na to, co mu pokazała; czuła to i zasmuciło ją to, tym bardziej że, jak sądziła, bardzo dobrze spełniła swe zadanie.
Niepokój Wilhelma wypędził go na korytarze gospody, gdzie wałęsał się z jednego rogu w drugi, to znów schodził do bramy. Nadjechał jakiś jeździec, przystojny i pomimo podeszłych lat okazujący wiele żywotności. Gospodarz pośpieszył na jego spotkanie, podał mu rękę jak znajomemu przyjacielowi i zawołał:
— Hej, masztalerz63, czy cię zobaczymy?
— Myślę tu tylko popasać — odparł przybysz — muszę zaraz jechać do majątku, aby kazać czym prędzej wszystko urządzić. Hrabia przybywa jutro z żoną; zamieszkają tam pewien czas, aby jak najlepiej ugościć królewicza ***, który prawdopodobnie w tej okolicy założy kwaterę główną.
— Szkoda, że pan nie możesz u nas zostać — odrzekł gospodarz — mamy dobre towarzystwo.
Pachołek jeźdźca, który przykłusował za nim, odebrał konia masztalerzowi, który zaczął rozmawiać w bramie z gospodarzem, patrząc z boku na Wilhelma.
Ten, zauważywszy, że o nim mowa, oddalił się i przechadzał się ulicą w tę i z powrotem.