Wskazał mu potem małą sztukę, którą miał naprzód odczytać, gdyż nią się jak najlepiej zarekomenduje. Dodał, że dama wielce żałuje, iż Wilhelm przybył w tak zajętym czasie i że cierpieć musi niewygody w starym zamku wraz z resztą towarzystwa.

Z wielką tedy pilnością Wilhelm zabrał się do sztuki, którą miał rozpocząć swój występ na wielkim świecie.

— Pracowałeś dotychczas — rzekł do siebie — w cichości dla siebie; otrzymałeś pochwałę jedynie od kilku przyjaciół; przez długi czas wątpiłeś o swym talencie i nadal musisz się martwić, jesteś na dobrej drodze, czy masz tyle talentu co skłonności do teatru. Wobec uszu tak wyćwiczonych znawców, w gabinecie, gdzie nie ma żadnej iluzji, próba jest bardziej niebezpieczna niż gdzie indziej, a nie chciałbym przecie zaniedbać sposobności, by tę przyjemność dołączyć do dawniejszych rozkoszy i poszerzyć nadzieję na przyszłość.

Brał więc jedną sztukę po drugiej, odczytywał je z największą uwagą, poprawiał tu i ówdzie, deklamował je głośno, aby w mowie i sposobie wyrażania się nabyć biegłości, i tę sztukę, którą najlepiej przestudiował, za pomocą której spodziewał się osiągnąć najwyższy zaszczyt, włożył do kieszeni, kiedy pewnego poranka wezwany został do hrabiny.

Baron zapewniał go, że będzie sama, tylko ze swą dobrą przyjaciółką. Gdy wszedł do pokoju, baronowa von C** powitała go z wielką uprzejmością, cieszyła się, że się z nim zapoznała i przedstawiła go hrabinie, która właśnie kazała się fryzować i przyjęła go uprzejmymi słowami i spojrzeniami, ale niestety przy jej krześle ujrzał Filinę, klęczącą i robiącą rozmaite głupstwa.

— To piękne dziecko — rzekła baronowa — śpiewało nam różne rzeczy. Niech dokończy zaczętą piosenkę, abyśmy nic z niej nie stracili.

Wilhelm wielce cierpliwie słuchał śpiewki, pragnąc, żeby fryzjer odszedł, zanim on zacznie czytać. Podano mu filiżankę czekolady, do której sama baronowa przyniosła mu sucharki. Mimo to śniadanie mu nie smakowało, gdyż żywo chciał odczytać pięknej hrabinie coś, co by ją mogło zająć, czym by się mógł jej spodobać. I Filina także stała mu na drodze, bo jako słuchaczka nieraz już była dla niego niedogodna. Z bólem patrzył fryzjerowi na ręce i z każdą chwilą miał coraz lepszą nadzieję na skończenie się jego budowy.

Tymczasem wszedł hrabia i opowiadał o mających dziś nadjechać gościach, o rozporządzeniu dnia i o innych domowych sprawach. Gdy się oddalił, kilku oficerów prosiło o pozwolenie, by mogli złożyć swe uszanowanie hrabinie, gdyż musieli odjechać jeszcze przed obiadem. Kamerdyner skończył robotę, a hrabina kazała wpuścić tych panów.

Baronowa starała się zabawiać naszego przyjaciela i okazywała mu wiele szacunku, co przyjmował ze czcią, chociaż cokolwiek roztargniony. Dotykał niekiedy rękopisu w kieszeni, co chwila spodziewał się wezwania i prawie zabrakło mu cierpliwości, gdy wpuszczono kupca galanteryjnego, który nielitościwie otwierał jedne po drugich swoje tektury, skrzynki, pudła i z właściwą temu plemieniu natarczywością pokazywał każdy gatunek towarów.

Towarzystwo powiększało się. Baronowa spojrzała na Wilhelma i coś po cichu powiedziała do hrabiny; spostrzegł to, nie rozumiejąc celu, który jasno stanął przed nim dopiero w domu, dokąd odszedł po godzinie niespokojnego i daremnego czekania. Znalazł w kieszeni piękny angielski portfel. Baronowa wsunęła mu go kryjomu; wkrótce potem przybył mały Murzynek hrabiny, który przyniósł mu ładnie haftowaną kamizelkę, nie mówiąc wyraźnie od kogo.