Władza ta budzi kryjące się zarody egoizmu w najtajniejszych zakątkach serca ludzkiego, roznieca tlejące iskry, rozdmuchuje ogień ukryty i puszcza swobodnie cugle skłonnościom, które człowiek w innych okolicznościach uważałby za konieczne powściągnąć i zataić do tego stopnia, że z czasem urobiłby sobie drugą naturę. Wiem, że jest odwrotna strona medalu; rozumiem, że jeśli kobieta nie może stawić oporu, pozostaje jej przynajmniej droga odwetu; ma ona możność uczynić człowieka bardzo nieszczęśliwym i używa jej w wielu przypadkach, w których wola jej zwyciężyć powinna, i wielu takich, w których nie powinna. Ale to narzędzie obrony osobistej, które nazwać by można potęgą krzyków i złych humorów, ma nader złą stronę: używają go bowiem najczęściej przeciwko władcom najmniej despotycznym, a na korzyść tych, którzy najmniej na to zasługują. Jest to broń kobiet kapryśnych i samowolnych, które najgorszy zrobiłyby użytek z władzy, gdyby ją miały, i które zdobytej używają szkodliwie. Kobiety łagodne nie mogą uciekać się do tej broni, a gardzą nią te, których uczucia są podniosłe. Z drugiej strony mężowie, przeciw którym bywa używana z największym powodzeniem, są najłagodniejsi i najmniej szkodliwi, ci właśnie, których nic nie może skłonić do sroższego stosowania swej władzy. Możność, jaką ma kobieta, stania się nieznośną, stwarza przeciwwagę tyranii mężowskiej; czyniąc ofiary w drugiej połowie rodu ludzkiego, stosowana zwykle bywa do mężów najmniej skłonnych do zostania tyranami.
Cóż zatem powstrzymuje w istocie demoralizujące wpływy władzy i dozwala wobec takiego stanu rzeczy rozwinąć się sumie dobra, jakie wokoło siebie widzimy? Pieszczoty i przymilenia kobiet, które mogą mieć znaczny wpływ w niektórych przypadkach, niewiele działają dla poprawienia takiego stanu rzeczy. W istocie, wpływ taki albo trwa tylko dopóty, dopóki kobieta jest młoda albo dopóki urok jego jest nowy i nieosłabiony przez poufałość; nareszcie wielu jest ludzi, na których sposoby takie mało albo żadnego nie mają wpływu. Przyczyną łagodzącą rzeczywiście instytucję małżeństwa jest przywiązanie osobiste, które się wyrabia z czasem o tyle, o ile charakter mężczyzny skłonny jest do niego i o ile charakter kobiety jest mu sympatyczny i zdolny obudzić przywiązanie. Inne przyczyny łagodzące są: wspólny interes tyczący się dzieci i innych spraw wspólnych (ulegających zresztą wielkim ograniczeniom, gdy chodzi o trzecie osoby); znaczenie kobiety dla szczęścia mężczyzny; wartość, jaką mąż przyznaje żonie z punktu widzenia osobistego, która u szlachetnego mężczyzny staje się początkiem szczerego przywiązania; nareszcie wpływ, jaki wywiera na każdą prawie ludzką istotę otoczenie (jeżeli nie jest jej wstrętne) — wszystko to dzięki mimowolnie udzielającym się uczuciom może wywrzeć na postępowanie zwierzchnika wpływ znaczny, a często nawet szkodliwy, jeżeli go nie równoważy jakieś silniejsze oddziaływanie osobiste. Za pomocą tych rozmaitych sposobów kobieta dochodzi czasem do nadzwyczajnej władzy nad mężem i wpływu na jego postępowanie w tych nawet przypadkach, w których nie może użyć jej z korzyścią tam, gdzie wpływ jej, pozbawiony światła, służyć może sprawie złej moralnie, gdzie mężczyzna postąpiłby lepiej pozostawiony własnym skłonnościom. Ale w rodzinie, tak jak i w państwie władza nie może zastąpić wolności. Władza, jaką kobieta ma nad mężem, daje jej często to, czego posiadać nie powinna, nie dając jej możności zapewnienia sobie praw osobistych. Faworyta sułtana posiada sama niewolników, których tyranizuje; otóż lepiej by było, gdyby ich nie miała i sama nie była niewolnicą. Topiąc egzystencję własną w egzystencji męża, wyrzekając się własnej woli lub wmawiając w niego, że pragnie tylko tego, czego on pragnie we wszystkich wspólnych interesach, i postępując całe życie według uczuć jego, kobieta może sprawić sobie zadowolenie, wpływając na jego postępowanie, a prawdopodobnie sprowadzając go z drogi właściwej w interesach, z których nigdy nie umiała zdać sobie sprawy lub względem których pozostaje zupełnie pod wpływem widoków osobistych lub przesądu. Skutkiem tego w obecnym stanie rzeczy ci, którzy najwięcej okazują życzliwości żonom swoim, ulegają także najwięcej tak ujemnym, jak i dodatnim ich wpływom w interesach leżących poza obrębem rodziny. Nauczono kobietę, że nie powinna zajmować się rzeczami nienależącymi do jej sfery; rzadko zatem miewa zdanie sprawiedliwe i sumienne w podobnych kwestiach; nie zajmuje się ona nimi w celach słusznych, godziwych, ale wtedy tylko ich się dotyka, gdy ma osobisty interes. W polityce nie wie, po czyjej stronie jest sprawiedliwość, i nie dba o to; wie tylko, co przyniesie pieniądze lub zapewni pożądane stosunki, jak zyskać tytuł dla męża, posadę dla syna, a dla córki świetne zamążpójście. Ale zapytają nas, jak istnieć może społeczność pozbawiona rządu? W rodzinie, tak jak i w państwie, musi ktoś rządzić i rozstrzygać ostatecznie w sprawach, co do których zdanie małżonków nie jest zgodne. Każde z nich nie może iść swoją drogą, trzeba coś postanowić.
Nie jest prawdą jakoby w każdej dobrowolnej spółce dwóch osób jedna z nich musiała rządzić samowładnie, a tym mniej do prawa należy stanowić, która z nich ma rządzić. Oprócz małżeństwa formą dobrowolnej spółki, którą najczęściej spotykamy, są stowarzyszenia handlowe.
Nikt nie uznaje potrzeby, ażeby prawo stanowiło, że w każdej takiej spółce jeden ze stowarzyszonych będzie rozporządzał wszystkim, a reszta stowarzyszonych posłuszna będzie jego rozkazom. Nikt by nie chciał należeć do podobnego stowarzyszenia i przyjmować odpowiedzialności naczelnika, mając tylko stanowisko podwładnego lub agenta. Gdyby prawo wnikało we wszystkie umowy, tak jak to czyni przy zawieraniu ślubnych umów, nakazywałoby jednemu ze stowarzyszonych administrować wspólne interesy, a inni posiadaliby tylko udzieloną przezeń władzę i na naczelnika przeznaczałoby zawsze np. najstarszego wiekiem. Prawodawstwo nigdy nie uczyniło nic podobnego i doświadczenie nie dowiodło nigdy konieczności ustanowienia teoretycznej nierówności pomiędzy stowarzyszonymi i dodawania warunków do tych, jakie stowarzyszeni ułożyli sami w artykułach swej umowy. Można by sądzić jednak, że ustanowienie absolutnego rządu byłoby mniej niebezpieczne dla praw i interesów stowarzyszonych w spółce handlowej niż w małżeństwie, ponieważ stowarzyszeni zachowują prawo unieważnienia władzy przez rozwiązanie spółki. Kobieta nie ma tej wolności, a gdyby ją miała, byłoby pożądane, aby przed jej użyciem wypróbowała wszelkie inne środki.
Prawdą jest zupełną, że sprawy, które co dzień rozstrzygać potrzeba, które nie mogą układać się powoli ani czekać kompromisu, powinny zależeć od jednej woli; jedna osoba takie kwestie rozwiązywać powinna.
Nie wynika jednak z tego, aby jedna tylko strona miała zawsze posiadać ten przywilej. Widzimy na to sposób naturalny, to jest podział władzy pomiędzy dwóch wspólników, z których każdy zachowuje bezwzględny kierunek w wydziale swoim, a wszelka zmiana systematu i zasady wymaga zgody stron obu. Podział zaś nie powinien i nie może być przez prawo naprzód określony, ponieważ zależeć musi od osobistych zdolności; jeżeli to dogadza małżonkom, mogą zastrzec prawa swoje w umowie ślubnej, jak się to czyni obecnie dla uregulowania kwestii pieniężnych. Rzadko wynikałyby trudności z podobnych układów, czynionych za zgodą stron obu, z wyjątkiem przypadków, w których wszystko staje się przyczyną niezgody i sporów między małżonkami.
Podział praw musi być naturalnym następstwem podziału obowiązków i pracy; jakoż dzieje się to na mocy dobrowolnej ugody, poza obrębem prawa stosując się do zwyczaju, który osoby zainteresowane mogą modyfikować i zmieniać.
Wszelka praktyczna decyzja w interesach, ktokolwiek by był u steru władzy, zależy najbardziej, tak jak się to nawet dzisiaj zdarza, od właściwych zdolności. Dlatego tylko, że mąż bywa zwykle starszy od żony, ma on najczęściej przewagę do tego przynajmniej czasu, kiedy dochodzą oboje do epoki życia, w której różnica lat przestaje mieć znaczenie. Bywa także przewaga głosu ze strony, która dostarcza środków utrzymania.
Nierówność wywołana tą przyczyną nie wynika wówczas z samej instytucji małżeństwa, ale z ogólnych warunków, w jakich się znajduje obecnie społeczeństwo ludzkie. Wyższość zależąca tak od umysłowych zdolności, jak od specjalnego wykształcenia, większa stanowczość charakteru muszą koniecznie wywierać wpływ znaczny. Tak się zawsze teraz dzieje, a fakt ten dowodzi, jak mało uzasadniona jest obawa, żeby władza i odpowiedzialność wspólników tworzących spółkę życiową (tak samo jak i wspólników należących do interesu) nie mogły być ku wzajemnemu ich zadowoleniu dobrowolnie uregulowane. Strony porozumiewają się zawsze co do tego podziału, z wyjątkiem przypadków, w których małżeństwo bywa chybione.
W rzeczywistości nie widzimy całkowitej władzy po jednej stronie, a posłuszeństwa po drugiej, chyba jedynie w związkach będących następstwem zupełnej pomyłki, w których byłoby prawdziwym błogosławieństwem dla obu stron, gdyby je uwolniono od ciążącego na nich losu. Powiedzą mi zapewne, że okolicznością ułatwiającą układy co do pogodzenia sporów jest możność użycia władzy z jednej strony, o czym wie druga; tak samo jak ludzie poddają się sądowi polubownemu dlatego, że wiedzą, iż w potrzebie czeka ich przymus prawny. Aby jednak uczynić ścisłym to podobieństwo, trzeba by przypuścić, że zasada prawna w sądownictwie nie polega na zbadaniu sprawy, ale na przyznaniu słuszności zawsze jednej stronie, np. pozywającej. Taka kompetencja sądów stanowiłaby dla pozwanego powód do wejścia w układy polubowne; przeciwnie jednak byłoby z pozywającym.