— Nikomu tutaj nie przyszłoby do głowy wątpić o jego słowach, nikt by się nie ośmielił prócz pani.
Odniosłem wrażenie, że się na to poruszyła.
— Odważniejszy — ciągnęła innym już tonem.
— Strach nigdy go pani nie wydrze — rzekłem trochę nerwowo.
Śpiew urwał się na ostrej nucie; posłyszeliśmy kilka głosów rozmawiających w oddali. Głos Jima był między nimi. Zadziwiło mnie milczenie dziewczyny.
— Co też on pani powiedział? Czy mówił pani coś o tym? — rzekłem.
Nie było odpowiedzi.
— Co takiego pani mówił? — nalegałem.
— Myśli pan, że mogę panu powtórzyć? Skądże ja mogę wiedzieć? Jak mam to wszystko rozumieć? — krzyknęła w końcu. Coś się poruszyło; zdaje mi się, że załamała ręce. — Jest jakaś rzecz, której on nie może zapomnieć.
— Tym lepiej dla pani — rzekłem posępnie.