Zabrzmiał dzwon. Inny głos krzyknął ostrzegawczo:
— Wjeżdżamy wprost na tę barkę, panie kapitanie!
Odpowiedzią na to było szorstkie: „Aha”, i zaraz potem rozległ się potężny trzask — parowiec ugodził na ukos zaokrąglonym dziobem w takielunek przedniego masztu. Nastąpiła chwila zamieszania, wrzasków i bieganiny. Para huczała. Usłyszałem czyjeś słowa:
— Już dobrze, panie kapitanie.
— Czy u was wszystko w porządku? — zapytał szorstki głos.
Skoczyłem na dół, aby obejrzeć szkodę, i odkrzyknąłem:
— Zdaje się, że tak.
— Powoli w tył — rzekł szorstki głos. Rozległ się dzwon.
— Co to za parowiec? — krzyknął Mahon. W owej chwili statek był dla nas już tylko masywnym cieniem manewrującym opodal. Odkrzyknęli nam jakąś nazwę — „Miranda” czy „Melissa”, czy coś w tym rodzaju.
— Z tego wszystkiego posiedzimy jeszcze miesiąc w tej przeklętej dziurze — rzekł do mnie Mahoń, gdyśmy oglądali przy świetle latarni strzaskane nadburcie i poszarpane brasy5.