— Wyszedł ze znajomym?

Pani Verloc dotknęła z tyłu swych włosów. Były w najzupełniejszym porządku.

— Nie, z jakimś obcym panem.

— Aha. A jak ten obcy pan wyglądał? Może pani zechce mi powiedzieć?

Pani Verloc nie miała nic przeciwko temu. A Heat, usłyszawszy, że ów nieznajomy był wysokim, chudym brunetem o długiej twarzy i podkręconych wąsach, zaniepokoił się i wykrzyknął:

— A niech go diabli, domyślałem się tego! Ten człowiek nie tracił czasu.

W skrytości ducha komisarz bardzo był zgorszony nieformalnym postępkiem swego zwierzchnika. Lecz nie miał w sobie nic z Don Kichota; odeszła go chęć doczekania się pana Verloca. Nie wiedział, dlaczego wyszli, ale przypuszczał, że pewno wrócą razem. Całą tę sprawę prowadzi się Bóg wie jak, partacka robota, pomyślał z goryczą.

— Chyba nie będę miał czasu doczekać się pani męża — powiedział.

Pani Verloc wysłuchała niedbale tego oświadczenia. Jej obojętność zastanawiała Heata od samego początku, a w tej chwili pobudziła szczególnie jego ciekawość. Heat nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć; namiętności miotały nim, jakby był pierwszym lepszym z obywateli.

— Mam wrażenie — rzekł, patrząc spokojnie na Winnie — że gdyby pani zechciała, mogłaby mi pani dać całkiem dokładne informacje o tym, co zaszło.