— Nie miałem pojęcia, że przyszło jej do głowy coś podobnego.

I znów przez jakiś czas pani Verloc słyszała tylko szepty, których tajemniczość mniej była dla niej koszmarna niż straszliwe insynuacje słów. Teraz z kolei głos komisarza Heata rozległ się po drugiej stronie drzwi:

— Pan musiał być chyba szalony.

A głos pana Verloca odrzekł jakby z mroczną wściekłością:

— Byłem szalony przez jakiś miesiąc, ale teraz już nie jestem szalony. To przeszło. Wyciągnę wszystko na jaw i niech się dzieje, co chce.

Zapadła krótka cisza, a potem prywatny obywatel Heat mruknął:

— Co pan wyciągnie na jaw?

— Wszystko — krzyknął pan Verloc i natychmiast zniżył głos do szeptu.

Po chwili znów mówił głośniej:

— Zna mnie pan od wielu lat i przekonał się pan, że jestem użyteczny. Pan wie, że byłem zawsze człowiekiem uczciwym. Tak, uczciwym.