— Owszem, wiem. Toniemy po szyję w specjalnych książkach... półki są nimi zapchane... dużo tam drzeworytów... To taka szkodliwa, obmierzła bestia o łotrowskim wyglądzie i gładkim pysku ozdobionym wąsami.

— Jakbym go widział — potwierdził nadinspektor. — Tylko ten mój jest zupełnie wygolony. Pan go zna. Sprytna bestia.

— Znam go? — rzekł Toodles z niedowierzaniem. — Nie mam pojęcia, gdzie mogłem z nim się spotkać.

— W Klubie Podróżników — rzekł spokojnie nadinspektor. Usłyszawszy nazwę tak bardzo ekskluzywnego klubu, Toodles przystanął, jak gdyby się zląkł.

— To niemożliwe — oświadczył, lecz w głosie jego zabrzmiała zgroza. — Co pan chce przez to powiedzieć? Członek klubu?

— Honorowy — mruknął przez zęby nadinspektor.

— Wielki Boże!

Toodles był tak przerażony, że nadinspektor uśmiechnął się z lekka.

— To wszystko ściśle między nami — dodał.

— Potworne! Pierwszy raz w życiu słyszę coś podobnego — rzekł Toodles słabym głosem, jakby zdumienie odjęło mu nagle całą siłę i rześkość.