— Myślałam o jednej rzeczy — szepnęła cichutko.
— Myśli, czyny — to wszystko są sidła! Jeżeli zaczniesz myśleć, przestaniesz być szczęśliwą.
— Nie myślałam o sobie — oświadczyła z prostotą, która zaskoczyła trochę Heysta.
— W ustach moralisty brzmiałoby to jak nagana — rzekł na wpół poważnie; — ale nie chcę ciebie podejrzewać o moralizowanie. Już od lat przestałem być w zgodzie z moralistami.
Przysłuchiwała się z uwagą.
— Domyślałam się, że nie masz przyjaciół — rzekła. — Cieszę się, że nie ma tu nikogo, bo nikt nie może ci wyrzucać tego, coś zrobił. Miło mi pomyśleć, że nie weszłam nikomu w drogę.
Heyst byłby coś odpowiedział, ale nie dała mu przyjść do słowa. Nie spostrzegła, że się poruszył i ciągnęła dalej:
— Myślałam nad tym, dlaczego tu jesteś?
Heyst oparł się znów na łokciu.
— Jeśli masz na myśli nas oboje, no to wiesz, czemu tu jesteśmy.