Jasnowidzący czy zaślepieni, wszyscy ludzie kochają swoją niewolę. Nad nieznaną potęgę przeczenia przedkładają nędzę niewolniczego barłogu. Jedynie człowiek może wzbudzić w nas wstręt do litości; a jednak sądzę, że łatwiej uwierzyć w nieszczęście człowieka, aniżeli w jego złą wolę.

To były ostatnie słowa. Heyst opuścił książkę na kolana. Głos Leny przemówił nad jego pochyloną głową:

— Siedzisz tu, jak gdybyś się czuł nieszczęśliwym.

— Myślałem, że śpisz — odpowiedział.

— Położyłam się rzeczywiście, ale nawet nie zamknęłam oczu.

— Sen byłby cię pokrzepił po spacerze. Czy nie próbowałaś zasnąć?

— Mówię ci, że położyłam się, ale zasnąć nie mogłam.

— I leżałaś tak cicho! Co za nieszczerość! A może chciałaś być chwilę sama?

— Ja bym miała chcieć samotności! — szepnęła.

Zauważył, że spoglądała na książkę, i wstał, aby postawić ją z powrotem na półce. Odwróciwszy się, zobaczył że Lena osunęła się na krzesło — było to zwykłe jej miejsce — i wyglądała jakby opuściły ją nagle wszystkie siły, zostawiając tylko młodość, która wydała mu się bardzo wzruszająca i zdana na jego łaskę i niełaskę. Podszedł szybko do krzesła.