VII
W tym właśnie punkcie rozmowy Heyst przeszkodził panu Jonesowi i jego sekretarzowi; przyszedł ostrzec ich przed Wangiem, jak o tym Lenie opowiedział. Kiedy ich opuścił, spojrzeli jeden na drugiego w milczącym zdumieniu. Pan Jones odezwał się pierwszy:
— Marcinie!
— Słucham pana.
— Co to ma znaczyć?
— Jakiś podstęp. Niech mnie diabli wezmą, jeżeli wiem, o co chodzi!
— To nie na twój rozum? — zapytał sucho pan Jones.
— Nic innego, tylko piekielna jego bezczelność — warknął sekretarz. — Pan nie wierzy przecież w tę bajkę o Chińczyku? To nieprawda.
— Nie tylko prawda ma dla nas znaczenie. Chodzi o to, dlaczego przyszedł opowiedzieć nam tę bajkę?
— Czy pan myśli, że chciał nas przestraszyć? — spytał Ricardo.