Querido140 — zaszczebiotała pieszczotliwie — dlaczego udajesz, że mnie nie widzisz, kiedy cię spotykam na ulicy?

— Bo cię już nie kocham — odparł Nostromo spokojnie po chwili namysłu.

Dłoń spoczywająca na karku klaczy drgnęła nagle. Morenita pochyliła głowę pod spojrzeniami tłumu, który otaczał wielkim kołem wielkodusznego, straszliwego i niestałego capataza de cargadores i jego dziewczynę.

Nostromo zerknął w dół i zobaczył, że łzy zaczynają ściekać po jej twarzy.

— A więc to tak, mój najmilszy! — szepnęła. — Czy to prawda?

— Nie — rzekł Nostromo, rozglądając się niedbale. — To kłamstwo. Kocham cię tak samo jak dawniej.

— A czy to prawda? — zaszczebiotała radośnie, mając jeszcze policzki wilgotne od łez.

— Prawda!

— Prawda, jak ci życie miłe?

— Tak jest. Ale nie zmuszaj mnie, abym przysięgał przed Madonną, która stoi w twoim pokoju. — I capataz uśmiechnął się lekko, odpowiadając na wyszczerzone w uśmiechach zęby tłumu.