— W zasadzie my wszyscy jesteśmy po stronie ludu.
— Tak — zamamrotał gniewnie stary Viola. — Ale oni walczą za was. Ślepi! Esclavos!172
W tej chwili młody Scarfe, członek ekipy kolejowej, wynurzył się z drzwi, które prowadziły do części domu zajmowanej przez signori Inglesi. Przyjechał z gór drezyną do kwatery głównej i zaledwie zdążył wykąpać się i zmienić ubranie. Był to miły chłopak. Pani Gould powitała go serdecznie.
— Jakaż to rozkoszna niespodzianka, że widzę panią, pani Gould! Właśnie zjechałem z gór. Nie mam szczęścia. Znowu wszystko mnie ominęło. Przegląd wojsk już się odbył i słyszałem, że ubiegłego wieczora u don Juste Lopeza tańczono na zabój. Czy to prawda?
— Młodzi patrycjusze — odezwał się nagle Decoud poprawną angielszczyzną — tańczyli istotnie, zanim wyruszyli na wojnę z wielkim Pompejuszem173.
Młody Scarfe wpatrzył się w niego zdumiony.
— Panowie jeszcze się nie znają — wtrąciła pani Gould. — Pan Decoud, pan Scarfe.
— No, ale my nie wyruszamy pod Farsalos — żachnął się don José z nerwowym pośpiechem, również po angielsku. — Nie godzi się żartować w ten sposób, Martinie.
Pierś Antonii falowała od głębszego oddechu. Młody inżynier był jak tabaka w rogu.
— Jaki wielki? — bąknął niepewnym głosem.