Ale głos spytał znowu:
— Gdzie kapitan?
— Zdaje się, że jest jeszcze na mostku. Siedzi w fotelu. Czy mam...
Głos z brzegu przerwał niadbale:
— Przyjdę na pokład.
— Proszę pana — wybuchnął Sterne ze skwapliwością — czy pan zachce łaskawie...
Ruszył szybko ku schodom. Zapadło milczenie. Massy ani drgnął w ciemności.
Nie drgnął nawet wtedy, gdy posłyszał, że ktoś przechodzi leniwie, powłócząc nogami, koło drzwi jego kajuty, tylko wrzasnął przez zamknięte drzwi:
— Hej tam — Jack!
Kroki wróciły bez pośpiechu; klamka zgrzytnęła i drugi mechanik ukazał się w otwartych drzwiach, ciemny na tle jasności padającej przez luk za jego plecami; twarz jego wyglądała równie czarno jak reszta postaci.