— Czy u was wszystko w porządku? — zapytał szorstki głos.
Skoczyłem na dół, aby obejrzeć szkodę, i odkrzyknąłem:
— Zdaje się, że tak.
— Powoli w tył — rzekł szorstki głos. Rozległ się dzwon.
— Co to za parowiec? — krzyknął Mahon. W owej chwili statek był dla nas już tylko masywnym cieniem manewrującym opodal. Odkrzyknęli nam jakąś nazwę — „Miranda” czy „Melissa”, czy coś w tym rodzaju.
— Z tego wszystkiego posiedzimy jeszcze miesiąc w tej przeklętej dziurze — rzekł do mnie Mahoń, gdyśmy oglądali przy świetle latarni strzaskane nadburcie i poszarpane brasy8.
— Ale gdzie kapitan?
Nie słyszeliśmy i nie widzieliśmy go wcale przez cały ten czas. Poszliśmy go szukać na rufę. Żałosny głos zaczął nas okrzykiwać skądś ze środka doku:
— Hej! na „Judei”!...
Jak on się u diabła tam dostał?...