dzień

klatki dygocą w studniach cegieł

lampa milczący wulkanów szyldwach1

wirem falami śruby pobiegły

na piętra w lodem zionący wind wark

turkot i brzęk blach dołem i górą

chwieje się hala czerwony sztandar

tryska w powietrze czarny pot stu rąk

dym z papierosów ergo2 i wanda

w białym oparze tłok tryby pchał tak