szopa zwalona zgniłe ma krokwie31

o słońce z malin oświeć ją okwieć

łuną dwoistych uroków

z tamtego deszczu jeszcze w potoku

pianą przepływa sam szum

a cieniów szprychy za drzewami

wieczór nierychły

wiozą tu po ziół zamszu

maleństwa świerszcze chwila upalna

upalna ale jak ciało