o słońce z malin oświeć ją okwieć

łuną dwoistych uroków

z tamtego deszczu jeszcze w potoku

pianą przepływa sam szum

a cieniów szprychy za drzewami

wieczór nierychły

wiozą tu po ziół zamszu

maleństwa świerszcze chwila upalna

upalna ale jak ciało

wieźcie ją w śpiewie po gniewnym niebie