pójdą deszcze batami po owcach

nieco w górę i w prawo na wskroś

do mnie świętowego wędrowca

nie wiem i wiem nie wiesz i wiesz

śmieje się toń przemądrzała mórz

czeski domek mi żółknie jak papier wszerz

prócz dachu stanie żółtolity

o przynieście tu lubelskiej rzeczułki nóż

ukroimy wędrówkę świtu