przeczucia
u czarnych okien wicher
brzęk choinkowych świecideł
I wołam przychyl się przychyl
twarzą ślepą
niewidzialny trzepot
szepce idę
więc wówczas pokoju przestrzeń ściany
zbratane z sufitem czworgiem krawędzi górą
siny grzmot przekłuwa na wskroś