ranek

zaczęło się wiotko

po pierwsze w mętnym tętnic szumie

popłynęły bladawe koła srebrem lazurem się mieniąc

na wylot skroś nocy słodkiej

krzyknął tego nie umiem

zawisły

każde koło brzęknęło jak pieniądz

po drugie wyjawiło się słowo koncerka

płonęło wśród kół samotne we dwójkę z troską