oczy senne a koła kołacą jawą

wagon niski miażdży szyny śliskie

na puszyste śniegowe stawy

padały dziurkami czerwone iskry

czytał się w ciemnościach węsząc jak zwierzę

nurt mruczał powiewem przeżyć

ale mącił zagubiał kluczył

nie tak łatwo czytać siebie i nauczyć

a tym bardziej że za okno wybiegał

patrzył na śnieg ziemię płaską