wyścig
więc także
jezdnie rzeki asfaltu z szumem dążą do krańców
wyłamują się z placów odchodzą zawile kręto
zwieszając głowy pielgrzymie stąpa i latarń łańcuch
i szyny idą drżące kół tramwajowych tętentem
nie stoją domów cementowe sześciany
klatki schodowe izby nie trwają nieruchome
w mrozu szkle w lazurze jesieni lub wiośnianym
wędrują mozolnie powolnie domy