więzienie

maleją źrenice dnia

przysłonięte rzęsami choin

od myśli do myśli od pnia do pnia

po ciemku chodzić się boisz

przed chatą dotykając chust kwiatem podstrzesza

kobieta w słonecznikach bieliznę rozwiesza

kipi rąk oceanem betonowy stadion

gdy gibki bicz biegnących u mety się zagiął

na przestrzeni z szafirów i oliwnej wodzie