3. Oto były powody, dla których Mariamme zasypywała Heroda wyrzutami, lżąc zarazem jego siostrę i jego matkę. Ale ten, rozkochany w niej, milczał. Wszelako urażone kobiety zawrzały gniewem i aby żgnąć Heroda za jego uległość, a wyprowadzić go ze spokoju, zarzuciły jego żonie wiarołomstwo; między innymi sprawami przytaczały i to na dowód prawdy, że Mariamme posłała Antoniuszowi do Egiptu swój wizerunek, jemu, znanemu rozpustnikowi, który nawet przed gwałtem się nie cofał; chyba to dostatecznie świadczy o jej rozwiązłości. Słowa powyższe padły na Heroda jak grom z jasnego nieba. Bo nie tylko z powodu szalonej miłości był śmiertelnie zazdrosny, ale wspomniawszy Kleopatrę, której okrucieństwa zgubiły króla Lizaniasza i Araba Malchosa, zdrętwiał na myśl, że najpierw mogą mu porwać żonę, a następnie i jego samego życia pozbawić.

4. Właśnie wybierał się w podróż. Powierzył zatem małżonkę opiece Józefa, męża swej siostry Salome, człowiekowi pewnemu i przychylnemu, zwłaszcza że był jego krewniakiem. Poufnie polecił mu, że gdyby Antoniusz pozbawił go życia, to miał natychmiast zgładzić Mariammę. Wszelako Józef nie umiał milczeć i zdradził się z tą tajemnicą przed Mariammą, nie ze złej woli, ale by jej dowieść, jak silnie król ją kocha, skoro nawet po śmierci nie chce być z nią rozdzielony. Otóż gdy Herod powrócił i w czasie pieszczot gorącą swą miłość jej wyznawał, przysięgając się, że nie byłby w stanie dla żadnej innej kobiety zapałać taką żądzą, Mariamme odrzekła mu: „Najlepiej tego dowiodłeś, jak mnie kochasz, wydając rozkaz Józefowi, aby mnie zabił”.

5. Herod, usłyszawszy to, wpadł w szał; krzyknął, że gachem361 jej musi być ten, który jej to powiedział. Zerwawszy się z łoża, zupełnie nad sobą nie panując, biegał po pałacu, a Salome, siostra jego, czując, że jest to najlepsza chwila do podżegania, utwierdzała go w podejrzeniach względem Józefa. Herod, ziejąc wściekłością i zazdrością, wydał rozkaz, aby natychmiast ją i jego zamordowano. Ale po fali gniewu napłynęła fala żałości, a po fali żałości fala dawnego uczucia. Gdy się opamiętał, wierzyć nie chciał, że Mariammy już nie ma, wołał ją po imieniu niby żywą, a potem, gdy czas przyniósł mu ukojenie, tak ją opłakiwał po śmierci, jak za życia kochał.

XXIII

1. Nienawiść, jaką Mariamme żywiła względem Heroda, przeszła niejako prawem dziedzictwa na jej synów362, którzy mając wciąż w pamięci okropną zbrodnię ojca, patrzyli na niego jak na wroga, i to już w Rzymie, dokąd byli wysłani dla nauki, jeszcze bardziej zaś po powrocie do Judei. Nienawiść ta rosła razem z ich wiekiem. Kiedy doszli do lat dojrzałych i jeden ożenił się z córką swej ciotki Salome363, oskarżycielki matki, drugi zaś z córką Archelaosa364, króla Kapadocji365, jawnie i śmiało dawali wyraz swemu nienawistnemu usposobieniu. Z otwartości tej skorzystali ludzie niechętni i przedkładali królowi, że synowie knują złe zamiary, że jeden z nich, zięć Archelaosa, gotuje się do ucieczki i licząc na poparcie teścia, chce Heroda oskarżyć przed Cezarem. Herod, na którego podszepty owe działały, przyzwał znowu do swego boku Antypatra, syna Dory, aby się ubezpieczyć przeciwko synom Mariammy, i wyróżniał go na każdym kroku.

2. Taki obrót rzeczy srodze zaciążył młodzieńcom. Widząc, że syn prostej obywatelki nad nich, potomków królewskich, głowę podnosi, po każdej nowej zniewadze dawali wyraz swemu oburzeniu; a kiedy się to z każdym dniem coraz bardziej zaogniało, Antypater, doskonale około spraw swoich chodząc, zastawiał na nich różne sidła i albo sam ich przed ojcem oczerniał, albo używał do tego pośrednictwa przyjaciół, wreszcie doprowadził rzeczy do tego, iż zupełnie nie mogli się spodziewać, aby im kiedyś tron przypadł w następstwie. Bo Antypater nie tylko w testamencie był jako następca366 już wymieniony, ale i powszechnie go za takiego uważano. Został nawet wysłany do Cezara niby istotny król, z pysznym orszakiem, w szatach wspaniałych, że mu tylko na głowie korony brakowało. Z wolna doszedł do takich wpływów, że nawet matkę swoją wprowadził do wystygłego łoża Mariammy. A przeciwko braciom miał na króla dwa niezawodne sposoby: pochlebstwo i oszczerstwo, oba tak skuteczne, że król nareszcie powziął myśl, aby ich zgładzić.

3. Porwał tedy syna Aleksandra i powiózłszy go do Rzymu, oskarżał przed Cezarem, że chciał go otruć. Aleksander, zgnębiony ciężkim położeniem, ledwie mógł słowo z siebie wydobyć; lecz widząc, że jest tu przed nim sędzia bardziej doświadczony niż Antypater i bardziej wszystko rozważający niż Herod, zdobył się na siłę potrzebną do obrony; zataił wprawdzie z szacunku dla ojca wszystko, czym mógł go był obarczyć, ale z całą mocą zaprzeczył wszystkim jego fałszywym oskarżeniom. Wykazawszy również niewinność brata, nie mniej jak on zagrożonego, uskarżał się na przewrotność Antypatra i na ustawiczne poniżenia. A posiadał nie tylko czyste sumienie, ale i znakomitą wymowę. Toteż gdy pod koniec zawołał: niechaj ojciec zabije†, skoro sponiewierał367 — wzruszył wszystkich do łez i tak wstrząsnął Cezarem, że ten skargę odrzucił i Heroda z synami pojednał. Zastrzegł jednak, że powinni być ojcu bezwzględnie posłuszni i że ojciec za następcę obierze, kogo będzie chciał.

4. W drodze powrotnej z Rzymu Herod udawał, że został przekonany, ale w głębi duszy dawne żywił podejrzenia. Nie na próżno bowiem towarzyszył mu w podróży Antypater, siewca owych uczuć nienawistnych. Ale Herod myśli swoich nie ujawniał z obawy przed tym, który teraz zgodę skleił. Gdy płynąc wzdłuż Cylicji, zawinęli do Eleuzy368, Archelaos przyjął ich niezmiernie gościnnie, dziękował Herodowi za uniewinnienie zięcia i bardzo się radował z powodu pojednania; sam bowiem pisał do rzymskich swoich przyjaciół, aby otoczyli Aleksandra radą i opieką. Odprowadził gości aż do Zefyrionu369 i złożył im w ofierze dary, których wartość wynosiła przynajmniej trzydzieści talentów.

5. Herod, przybywszy do Jerozolimy, zwołał lud, ukazał mu wszystkich trzech synów, a następnie, składając dziękczynienia Bogu, błogosławił Cezara, iż położył koniec zatargom napełniającym jego dom, a synom dał większe dobro niż władzę, bo zgodę. „Tę zgodę — mówił — postaram się utrwalić. Cezar chciał, bym sam panował i sam następcę wyznaczył. Bez uszczerbku własnego chcę tedy działać w jego duchu. I oto tych trzech synów moich ogłaszam królami i najpierw błagam Boga, aby łaskawym okiem spojrzał na to moje postanowienie, a następnie was tu zgromadzonych proszę, abyście się na to zgodzili. Za jednym przemawia wiek, za dwoma drugimi ich pochodzenie; królestwo moje zaś jest tak rozległe, że starczyłoby dla wielu. Uznajcie tedy tych, których Cezar z sobą pojednał, a ojciec do panowania wyznaczył, oddawajcie każdemu cześć przynależną, i to wedle wieku, a pamiętajcie zarazem, że radość uczczonego nad lata nie da się nigdy porównać z przykrością tego, którego nieco w oddaniu czci pokrzywdzono. Sam osobiście rozstrzygnę, kto ma stanowić otoczenie każdego księcia; ludzie ci bowiem mają mi ręczyć za dalszą zgodę braci. Wiadomo mi dobrze, że wszelkie spory i walki powstają często wskutek matactw otoczenia, ale i to wiem, że jeśli ono składa się z ludzi uczciwych, wtedy może rzeczywiście wpłynąć na utrwalenie wzajemnej przychylności. Chcę i to jest moją wolą, aby nie tylko ci moi synowie, ale także każdy taksjarcha370 mych wojsk we mnie jednym widział pana, gdyż synom zdaję nie władzę, ale zaszczyty królewskie, niech oni zbierają rozkosze tronu, a ja rad nierad będę dźwigał jego trudy. Niechaj każdy uprzytomni sobie mój wiek, mój sposób życia, moją pobożność. Nie jestem bynajmniej tak w latach posunięty, aby się można było rychło zgonu mego spodziewać371; nie nurzałem się w zbytkach, które nawet młodych ludzi wyniszczyć zdołają, czciłem zresztą zawsze Boga jak należy, przeto mogę śmiało liczyć na długi żywot. Niechaj przeto nikt nie czyni zabiegów około moich synów w widokach rychłej śmierci mojej, bo ciężko za to odpokutuje. Nie zazdroszczę im hołdów, jeno lękam się, że one, przekraczając pewną miarę i zamieniając się w pochlebstwa, prowadzą młodych ludzi do zaślepienia. Ktokolwiek tedy z nimi obcować będzie, niechaj wie, że dobrzy mogą liczyć na moją wdzięczność, a źli od tych, którym będą usiłowali schlebiać, niczego spodziewać się nie mogą. Niech każdy jasno zrozumie, że tylko to, co jest dla mnie dobre, może być dobre dla moich synów i że podstawą ich szczęścia jest to, iż ja wszystkim kieruję i że darzę ich swymi względami. A wy, drodzy synowie, uprzytomnijcie sobie owe węzły krwi, które nawet nieme stworzenia miłośnie ku sobie garną; miejcie wciąż w pamięci to, że was Cezar pojednał; a wreszcie i na mnie, waszego ojca, miejcie wzgląd, który chce widzieć w was braci, gdy miałby prawo znać tylko poddanych. Oto daję wam szaty królewskie i monarsze otoczenie. Boga wzywam, aby tej woli mojej błogosławił, póki zgodnym postępowaniem będziecie na to zasługiwali”. Rzekłszy to, uściskał każdego z nich i rozpuścił lud, który o ile był sprawie przychylny, najlepsze wróżby sobie z tego wyciągał, o ile zaś układał w głowie przewroty, udawał, że nic z tego wszystkiego nie słyszał.

XXIV