3. W owym czasie wybrał się w podróż także Antypas, aby wytoczyć swoje uroszczenia do tronu; mniemał bowiem, że nad wszelkie kodycyle449 większą wagę posiada sam testament, który go właśnie następcą Herodowym ustanawiał. Salome i wielu spomiędzy tych, którzy z Archelaosem płynęli, obiecywali go popierać. Oprócz matki towarzyszył mu Ptolemeusz, brat Mikołaja, człowiek, jak sądził, wielkiego w tej sprawie znaczenia, bo cieszył się ongi niezwykłym zaufaniem Heroda i należał do najbliższych jego powierników. Antypas wszelako najwięcej liczył na obrotność Ireneusza, retora450, i całą podróż głównie dzięki jego radom przedsięwziął, głuchy na głosy tych, którzy mu przekładali, aby ustąpił Archelaosowi jako starszemu i przez sam testament wyznaczonemu spadkobiercy tronu. W Rzymie wszelako cała rodzina wzięła jego stronę z nienawiści ku Archelaosowi. Właściwie każdy chciał, aby rządy sprawował jaki pełnomocnik rzymski i tylko w ostateczności decydowano się na Antypasa.
4. Te ich zamiary popierał listami swymi Sabinus, wynosząc przed Cezarem Antypasa, a poniżając Archelaosa. Salome i całe jej otoczenie złożyło Cezarowi na piśmie podobne zażalenia na Archelaosa. Ale i ten wypisał wszystkie swoje racje i wraz z pierścieniem Herodowym podał ów skrypt przez Ptolemeusza Cezarowi. Cezar rozważył obustronne wywody, zastanawiał się nad wielkością królestwa, nad jego dochodami, nad liczebnością wielkiej Heroda familii, przeczytał także, co w tej sprawie pisali do niego Warus i Sabinus, wreszcie wezwał na naradę najwyższych rzymskich dostojników, gdzie po raz pierwszy wystąpił adoptowany przez niego Gajusz451, syn Agrypy i Julii. Na tej naradzie pozwolono przemówić obu stronom.
5. Najpierw zabrał głos Antypater, syn Salome, najlepszy mówca z obozu przeciwnego Archelaosowi. Zaczął od tego, że jeśli Archelaos chce tu czczym słowem prosić Cezara o władzę, to chyba zamierza tylko ucho jego pogłaskać, bo jeżeli chodzi nie o słowa, ale o czyny, to właściwie dawno poczyna sobie jak król samowładny. Bynajmniej też nie czekał na zatwierdzenie Cezara, ale zaledwie ojciec oczy zamknął, podmówił pewnych ludzi, aby mu podali diadem, rozparł się na tronie, zarządził zmiany w wojsku, porozdawał zaszczyty, wszystko ludowi obiecał, co tylko lud chciał od króla otrzymać, otworzył więzienia i wypuścił największych zbrodniarzy, których ojciec tam pozamykał, a teraz przychodzi dopiero do właściwego źródła, prosząc o przyznanie mu pozorów tej władzy, którą już wcześniej zagarnął, czyniąc z Cezara rozdawcę jakichś czczych tytułów, a nie tytułów owych podstawy452. A jeżeli chodzi o ojca, to czyż Archelaos rzeczywiście tak bardzo obciążał serce swoje żałobą? Przez dzień wprawdzie uosobienie smutku, wieczorem ściągał z twarzy strapienie, upijał się w nocnych hulankach i dlatego tylko oburzony lud zerwał się przeciw niemu. I oto rzecz najważniejsza: ogromną liczbę ludu kładzie trupem w świątyni, ludu, który przybył spokojnie na święta, a oto legł w kałuży krwi obok własnych zwierząt zarzynanych na ofiarę. Istny wał poległych zaległ w świątyni, rzekłby kto, że jakiś wróg napadł znienacka miasto. Znał dobrze tę jego krwiożerczość zmarły ojciec, przeto pozbawił go wszelkich widoków co do następstwa; dopiero gdy bardziej podupadł na umyśle niż na ciele i nie był w stanie jasno rzeczy rozważać, w kodycylu testamentowym naznacza go, choć ten, którego wymienił w samym testamencie, kiedy był jeszcze zupełnie zdrów na ciele i na umyśle, najmniejszym naganom podlegać nie może. Ale chociażby się chciało uszanować wolę człowieka już ze śmiercią walczącego, czyż można wpuścić na tron takiego gwałtownika jak Archelaos, co to szydzi z wszelkiego prawa i ładu? Jeżeli człowiek ten pozwalał sobie teraz na takie rzeczy, to cóż dopiero potem będzie, skoro otrzyma sankcję od samego Cezara!
6. Te i tym podobne względy Antypater wytaczając na poparcie każdego twierdzenia, powoływał jako świadków licznych krewniaków swoich i wreszcie zakończył. Teraz powstał Mikołaj, rzecznik Archelaosa. Wykazał, dlaczego krwawe stłumienie rozruchu w świątyni było koniecznością nieuniknioną; to nie byli jedynie wrogowie władzy miejscowej, ale samego Cezara, który ich tu teraz ma rozsądzić. Co się zaś tyczy innych ustępów oskarżenia, to jeżeli Archelaos istotnie tak, jak mu zarzucają, postąpił, przypomnieć należy, iż mu to właśnie doradzali sami oskarżyciele. Niepodobna też lekko brać kodycylu testamentowego choćby tylko dlatego, że w nim Cezar jest ukazany jako ten, który w całej sprawie ma wypowiedzieć ostateczne słowo. A kto umiał być na tyle przezorny, iż odwołał się do najwszechwładniejszego pana, ten chyba miał dość rozumu, aby tylko takiego na następcę wybrać, którego zatwierdzenie żadnej nie mogłoby podlegać wątpliwości453 .
7. Gdy skończył, wtedy Archelaos w milczeniu przystąpił do Cezara i ukląkł przed nim. Ten wielkodusznie kazał mu wstać, oświadczył, iż uważa go za godnego następcę ojca, ale nie może jeszcze w tej chwili powziąć ostatecznego postanowienia. Rozwiązał tedy zgromadzenie, a sam, biorąc pod uwagę wszystko, co usłyszał, rozbierał w myślach, czy naznaczyć jednego z tych, których wymieniał testament, czy też kraj rozdzielić pomiędzy wszystkich członków rodziny; tylu ich bowiem było, a każdego należało w jakiś sposób zabezpieczyć.
III
1. Nim Cezar sprawę rozstrzygnął, Maltake, matka Archelaosa, zachorowała i umarła454. Równocześnie Warus nadesłał z Syrii listy, w których donosił, że wśród Żydów wybuchło znowu powstanie. On też, przewidując je i myśląc o natychmiastowym jego stłumieniu, postanowił zaraz po wyjeździe Archelaosa wkroczyć do Jerozolimy, gdzie też zostawił jedną z trzech legii syryjskich. Sam zaś udał się do Antiochii. Lecz przybycie Sabinusa wywołało rozruchy i jawne wystąpienie Żydów. Sabinus bowiem zmusił dowódców twierdz do otworzenia mu bram i z całą bezwzględnością wziął się do poszukiwania skarbów królewskich, biorąc do pomocy nie tylko pozostawionych przez Warusa legionistów, ale uzbrajając jeszcze znaczny poczet swoich niewolników, z których poczynił narzędzia nieposkromionej swojej chciwości. Działo się to przed samą Pięćdziesiątnicą455, świętem żydowskim przypadającym w siedem tygodni po świętach Paschy, czyli pięćdziesiątego dnia i stąd ta nazwa. Ze wszystkich stron dążył lud do Jerozolimy; ale nie sprowadzała go tym razem zwykła nabożność, jeno najboleśniejsze wzburzenie. Spieszył z Galilei, z Idumei, od Jerycha, nawet z Perei zajordanowej, bez liczby, bezmiary. Wszelako z samej Judei zjawiło się go najwięcej i był najbardziej do ostateczności doprowadzony. Podzielono się na trzy gromady i rozbito obozy: na północy u podnóża świątyni, na południu pod hipodromem i na zachodzie w pobliżu pałacu królewskiego. Otoczywszy Rzymian ze wszystkich stron, poczęto ich oblegać.
2. Sabinus przestraszył się liczby tych ludzi i ich wzburzenia. Słał posłów do Warusa o spieszną pomoc, bo inaczej, donosił mu, cała legia zostanie wycięta do nogi. Wstąpił na wieżę najwyższą, która się zwała Fazaelowa, od imienia brata Herodowego, co to poległ z ręki Partów. Stamtąd Sabinus dał legii znak do natarcia na nieprzyjaciela; taki go bowiem ogarnął strach, że nie miał nawet odwagi zejść w dół do żołnierzy. Posłuszni jego rozkazowi legioniści ruszyli naprzód i dotarłszy do świątyni, wszczęli z Żydami zażarty bój, srodze przypierając niezaprawionego do bitwy przeciwnika, dopóki na nich nie uderzono także z góry. Albowiem cały zastęp Żydów, wspiąwszy się na krużganki, począł miotać im na głowy pociski, że padali gęstym trupem, nie mogąc podołać zdwojonej napaści, sprzed siebie i znad siebie.
3. W owym tedy ciężkim położeniu jęli podkładać ogień pod owe krużganki, tak wspaniałe i tak olbrzymie. Niebawem też płomienie, bijąc w górę, jęły lizać tych, co się tam gromadzili; więc niektórzy skakali w dół, padając na miecz nieprzyjacielski, inni po drugiej stronie rzucali się z muru, a jeszcze inni, by żywcem nie spłonąć, na własne nabijali się miecze. Ci zaś, którzy zszedłszy z muru, na Rzymian się puścili, ogłuszeni, potraciwszy głowy, rychło legli. Gdy tedy jedni już wycięci zostali, a drudzy w trwodze pierzchli, legioniści opadli niebroniony skarbiec boży i rozchwytali z górą czterysta talentów; to zaś, co pozostało, zgarnął Sabinus456.
4. Gdy padły w gruzy owe wspaniałe budowle, gdy legło trupem tylu braci, zawrzało wśród Żydów. Zebrawszy się ponownie w szeregi bardziej liczne i jakoś bardziej do boju zaprawne, poszli na Rzymian, otoczyli królewski pałac, grożąc, że wytną całą załogę, jeżeli natychmiast nie ustąpi stamtąd; gdyby jednak Sabinus z legią odszedł dobrowolnie, nic nikomu nie uczynią. A już była większa część żołnierzy królewskich przyłączyła się do buntu; jedynie zastęp najwybitniejszy, a mianowicie trzy tysiące Sebasteńczyków457 pod wodzą Gratusa, co miał pod sobą królewską piechotę, oraz pod wodzą Rufusa, co konnicy rozkazywał, pozostało po stronie Rzymian. Ci dwaj przywódcy byli ludźmi, którzy niezależnie od sił, jakimi rozporządzali, bardzo mogli zaważyć na szali boju dzięki swej stanowczości i swemu rozumowi. Żydzi oblegali dalej, a szturmując mury, wołali do legionistów Sabinusa, żeby ustąpili, a nie stali w drodze tym, którzy nareszcie wzięli się do boju za wolność ojczyzny. Sabinus byłby też może ustąpił, lecz nie dowierzał przeciwnikowi, lękając się jakiego podstępu. Zresztą wyglądał posiłków od Warusa, przeto opierał się dalej oblężeniu.