2. a ostatni1269 padł młodzieniec imieniem Longus, którego dzielność rzuciła pewien blask na to posępne zdarzenie. Wprawdzie każdy, co tam padł, godzien był chlubnego wspomnienia, on jednak spomiędzy wszystkich najwięcej okazał męstwa. Żydzi, czy to z podziwu nad jego siłą, czy też że inaczej zabić go nie mogli, poczęli wołać, aby zszedł do nich w dół i poddał się; z drugiej strony jego starszy brat, imieniem Kornelius, zaklinał go na wszystko, aby się nie poddawał, co byłoby hańbą i dla jego pięknej sławy, i dla rzymskiego oręża. Młodzieniec poszedł za tym wołaniem braterskim, na oczach obu wojsk dobył miecza i zadał sobie cios śmiertelny. Spomiędzy ludzi objętych płomieniami jeden, imieniem Artorios1270, za pomocą takiego uratował się podstępu. Krzyknął donośnie w dół do towarzysza swego Luciusa, z którym jeden zajmował namiot: „Uczynię cię spadkobiercą całego mojego majątku, jeśli się zbliżysz i mnie w skoku pochwycisz1271!”. Ten też zaraz ochotnie nadbiegł, tamten skoczył w dół i wyszedł cało, ale Lucius, ciężarem spadającego ciała rzucony o głazy, na miejscu ducha wyzionął. Całe to zdarzenie na czas pewien znacznie osłabiło odwagę Rzymian, ale też dzięki temu byli odtąd bardziej przezorni, aż nauczyli się tropić chytre podstępy Żydów, od których wskutek nieznajomości zarówno miejsca, jak i charakteru swych przeciwników, niejedną szkodę ponieśli. Krużganek spłonął aż do wieży Jana1272, którą tenże w czasie walk z Szymonem kazał zbudować nad bramami wiodącymi do Ksystosu. Wszystko, czego ogień nie zniszczył, zburzyli Żydzi, pokrywając rumowiskami ciała poległych. Dnia następnego Rzymianie spalili krużganki od strony północnej aż do ich załomu w stronie wschodniej nad Doliną Kedronu, gdzie wielka ziała głębia1273. Oto jak wyglądało wtedy w najbliższej okolicy świątyni.
3. W mieście liczba tych, co ginęli z głodu, była nieprzebrana, a lud doszedł do nędzy ostatecznej. Jeżeli w jakimkolwiek domu znalazło się coś, co bodaj ułudę1274 tworzyło pokarmu, zaraz poczynały się bójki, a najserdeczniejsi przyjaciele szamotali się, wyrywając sobie z rąk mizerne okruchy dla podsycenia gasnącego życia. Nawet już tym nie ufano, którzy rzeczywiście z głodu umierali; rozbójnicy przetrząsali ich odzienie, bo może tylko śmierć udają, może w zanadrzu ukryli jakąś żywność. Z rozdziawionymi z głodu ustami przebiegali ulice jak wściekłe psy, dokądkolwiek przypadli, wyłamywali drzwi, zachowując się jak pijani, a że miotała nimi rozpacz, przeto do jednego i tego samego domu wpadali i dwa, i trzy razy. Nędza doprowadziła ich do tego, że pożerali wszystko, nawet rzeczy najwstrętniejsze, których nie tknęłoby bezrozumne bydlę. Zjedli pasy i sandały, potem odrywali skórę z tarcz i żuli. Dla niejednych stary ochłap ze śmietnika1275 stanowił posiłek. Za krztynę uzbieranych żył mięsnych płacono po cztery attyki. Ale cóż będę opisywał wszelki bezwstyd głodu wobec martwych przedmiotów? Opowiem raczej zdarzenie, o jakim nie słyszał żaden Grek, żaden cudzoziemiec, choć ręka drętwieje, gdy się takie potworności opisuje, choć oko, czytając, zapyta, czy to rzeczywiście prawda. Rad bym to nawet przemilczał, aby mnie po prostu ludzie nie posądzili kiedyś, że baję od rzeczy, wszelako zbyt licznych posiadam na to świadków wśród współczesnych. Zresztą uważałbym się za nieczułego syna ojczyzny mojej, gdybym nie znalazł słów dla wyrażenia tego, co w rzeczywistości przecierpiała.
4. Pewna niewiasta z Zajordania imieniem Maria, córka Eleazara, ze wsi Betezuba1276, co się wykłada Dom Hyzopu1277, znana z rodu i zamożności, razem z całym tłumem schroniła się do Jerozolimy i tu przechodziła wszystkie okropności oblężenia. Tyrani zrabowali jej cały dobytek, jaki z Perei przywiozła ze sobą do miasta, a ich stronnicy, codziennie do jej domu wpadając, zabrali jej ostatnie klejnoty i wszelką żywność. Rozjątrzona niewiasta niejednokrotnie przeklinała rabusiów i złorzeczyła im, aby ich na siebie podrażnić; ale gdy żaden nie chciał jej zabić czy to w gniewie, czy bodaj z litości, gdy dość już miała tego ustawicznego wyszukiwania żywności ciągle i ciągle dla innych, gdy wreszcie wszelkie dalsze szukanie byłoby już zupełnie bezowocne, gdy głód skręcał jej wnętrzności, a bardziej jeszcze od głodu nurtował ją gniew, idąc tylko za głosem głodu i gniewu, przestąpiła granicę zakreśloną naturze człowieka, a chwyciwszy swe dziecię, niemowlę przy piersi, rzekła: „Maleństwo1278 ty moje nieszczęsne! Wśród wojny, głodu i zamieszek dla kogóż będę cię chowała? Zagarnie nas Rzymianin, w niewolników pozamienia, o ile w ogóle pozostawi przy życiu. Ale nim przyjdzie niewola, już jest głód, a od głodu i Rzymian srożsi powstańcy. Stań mi się tedy karmą, buntownikom duchem zemsty, mitem dla żyjących, bo tego tylko jeszcze nie dostawało do wszystkich klęsk, jakie na Żydów spadły”. Rzekłszy to, zamordowała swe chłopię1279, upiekła, połowę spożyła, połowę nakrywszy, schowała. Ledwie się to stało, wpadli powstańcy przynęceni okropną wonią przypalonego tłuszczu; grozili, że ją natychmiast ubiją, jeśli im nie pokaże potrawy, którą tu przyrządzała. Tedy kobieta, odsłoniwszy szczątki swego dziecka, rzekła1280, że i dla nich piękny zostawiła udział1281. Zgroza zdjęła ich na ten widok, patrzyli z niemym przerażeniem. A ona do nich: „Dziecię1282 to moje rodzone i ja tej dokonałam zbrodni. Jedzcie, bo i ja jadłam. Niech serca wasze nie będą bardziej miękkie niż serce kobiety, bardziej czułe niż serce matki. A jeśli jesteście zbyt bogobojni i mierzi was moja ofiara, jak spożyłam jedną połowę, tak i drugą dla siebie zachowam”. Powstańcy wyszli bez jednego słowa, drżąc na całym ciele; było to jednak dla nich zbyt potworne, przeto radzi nieradzi zostawili matce tę potrawę. Wieść o strasznej zbrodni rozeszła się niebawem po całym mieście, a każdemu rzecz ta ciągle stała przed oczami, jak gdyby sam ją był popełnił. Kto łaknął, pragnął teraz gorąco śmierci, błogosławiąc los tych, co przed nim pomarli, że oczu ich i uszu nie doszły podobne potworności.
5. Zdarzenie to rychło stało się głośne i u Rzymian. Jedni wierzyć temu nie chcieli, drudzy otrząsali się ze współczucia, wielu jednak tym większą nienawiścią zapałało do żydowskiego narodu. Cezar z tego powodu usprawiedliwiał się wobec Boga, mówiąc1283: ofiarowano Żydom pokój, poszanowanie ich praw, przebaczenie wszystkiego, czego się tylko dopuścili; ale oni wybrali zamiast zgody bunt, zamiast pokoju wojnę i zamiast sytego dostatku głód; własnymi rękami podpalili świątynię, którą chcieliśmy im zachować, niechaj tedy na nich spadnie odpowiedzialność za tę ohydną ucztę. Gruzami walącego się miasta przydusić trzeba zbrodnię dzieciożerstwa, niechaj słońce więcej nie świeci nad miastem, gdzie matki własne pożerają dzieci. Podobnej potrawy godni raczej ojcowie, gdy po takich potwornościach jeszcze broni nie składają. Tak mówił, a coraz głębsze zyskiwał przeświadczenie, że ludzie ci doszli do granic ostatecznej rozpaczy; bo gdy już wszystko przecierpieli, co człowiek przecierpieć jest zdolny, trudno im będzie opamiętać się i stamtąd, dokąd oni zaszli, już się nie wraca1284.
IV
1. Dnia ósmego miesiąca Loos1285 dwie legie ukończyły budowę wałów. Tedy Cezar kazał podsunąć tarany pod zachodnią eksedrę dziedzińca świątyni. Zresztą już od sześciu dni najpotężniejszy taran tłukł mur, choć bezskutecznie; ale pod uderzeniami nowych machin głazy także nie ustępowały z powodu ogromu swych rozmiarów i doskonałego spojenia. Tedy inne oddziały wojsk podkopały się pod fundamenty północnej bramy i po uciążliwej pracy zdołano wyłamać czołowe kamienie. Dzięki jednak silnej osadzie dalszych głazów brama ani drgnęła. Rzymianie zatem całkiem zwątpili w skuteczność swoich machin i drągów. Wobec tego przystawili do krużganków drabiny. Żydzi z początku nie przeszkadzali im, zaledwie jednak Rzymianie po drabinach wspięli się do góry, rzucili się na nich, jednych na miejscu1286 zabijali, drugich strącali w tył do głębi. Niejeden, który już z drabiny zeskoczył na mur, nim zdążył zasłonić się tarczą, został mieczyskami1287 usiekany. Niektóre drabiny Żydzi przewracali w tył razem z pnącymi się Rzymianami. Ale i po stronie obrońców niemało ginęło ludzi. Zwłaszcza wokół miejsc, gdzie Rzymianie chcieli zatknąć godła, wrzał bój zaciekły, albowiem utrata znaku wojennego za najsroższą uchodziła hańbę. Żydom w końcu udało się godła przychwycić, ludzi wysiekać, że ci, co niżej na drabinach stali, przerażeni losem poległych, cofnęli się. Każdy z poległych Rzymian walczył z niezwykłą dzielnością; pomiędzy Żydami najpierw odznaczyli się ci, którzy się już w poprzednich wyróżnili bitwach, a prócz nich Eleazar, krewniak tyrana Szymona. Kiedy Tytus przekonał się, że ostatecznie oszczędzanie cudzych świątyń prowadzi tylko do strat w ludziach, rozkazał podłożyć ogień pod bramy.
2. W tym czasie zbiegli do Rzymian Anan z Ammaus1288, najsroższy spomiędzy stronników Szymona, oraz Archelaos, syn Magaddatesa1289, licząc na ułaskawienie, że opuścili szeregi Żydów w chwili, gdy powstańcom uśmiechnęło się powodzenie. Ale Tytus poznał się na ich chytrości, a że prócz tego dowiedział się, jak okrutnie znęcali się nad współobywatelami, przeto chciał obu ukarać śmiercią. Mówił, że zbiegli do niego bynajmniej nie dobrowolnie, ale pod naporem konieczności; wcale nie przysługuje prawo odwoływania się do jego łaski tym, którzy uchodząc z ojczystego miasta, podpalili je. Wszelako ze względu na dane słowo powściągnął swój gniew, śmiercią ich nie pokarał, ale też i nie traktował ich na równi z innymi zbiegami. Tymczasem żołnierze podłożyli ogień1290 pod bramy, a gdy się srebro stopiło, płomienie objęły belki, uderzyły w górę i przerzuciły się na krużganki. Żydzi, zobaczy wszy, że wszystko dokoła stoi w ogniu, osłabli na ciele i na duchu; padło na nich tak wielkie przerażenie, że nikt już nie śmiał rzucić się i ratować, jeno wszyscy stali jakby porażeni, niemym okiem patrząc na to, co się działo. Ale chociaż szerząca się pożoga taki strach na nich rzuciła, nikt bodajby dla ratowania tego, co pozostało, nie pomyślał o poddaniu się, ale jak gdyby gorzał już sam Przybytek, jeszcze się srożej na Rzymian zaciekli. Ogień szalał cały dzień i całą następną noc, albowiem Rzymianie wszystkich krużganków od razu spalić nie mogli, puszczając z dymem każdą część osobno.
3. Dnia następnego1291 Tytus część wojsk przeznaczył do gaszenia pożaru i do utorowania u bram wygodnej drogi, aby po niej legie mogły ruszyć w górę. Następnie wezwał do siebie wodzów na radę wojenną. Stawiło się najpierw sześciu najwybitniejszych: Tyberiusz Aleksander, naczelnik wszystkich sił zbrojnych, Sekstus Cerealiusz, wódz legii piątej, Larcius Lepidus, wódz legii dziesiątej, Tytus Frygius, wódz legii piętnastej, Heteriusz Fronto1292, prefekt dwóch legii aleksandryjskich, Marek Antoniusz Julianus, namiestnik Judei; prócz nich stawili się jeszcze inni namiestnicy i trybunowie, po czym przystąpiono do narady w sprawie Przybytku. Jedni wyrazili zdanie, że należy po prostu postąpić wedle prawa wojennego; Przybytek jest zborem1293 całego narodu żydowskiego, a póki stoi, Żydzi będą się zawsze buntowali. Inni natomiast mniemali, że jeśli powstańcy Przybytek opuszczą i nikt już nie będzie go bronił, to należałoby uchronić go od ruiny, a spalić tylko w tym wypadku, gdyby opór w nim trwał dalej, bo wtedy nie za Przybytek uważać go trzeba, ale za twierdzę; w takim też razie wszelkie zarzuty co do czynu bezbożnego trzeba będzie złożyć nie na Rzymian, ale na Żydów, bo Żydzi Rzymian do tego zmuszają. Tytus natomiast wyraził zdanie całkiem odmienne; sądził, że gdyby nawet Żydzi w dalszym ciągu bronili się w Przybytku, to jeszcze nie na martwych przedmiotach zemstę wywierać należy, ale na żywych ludziach; dzieła tak wspaniałego bynajmniej z dymem puszczać się nie powinno; sami Rzymianie bowiem szkodę poniosą, a państwo ich straci piękną ozdobę. Myśl tę bardzo popierali Fronto, Aleksander i Cerealiusz. Wtedy Tytus wodzów pożegnał, nakazawszy im, aby wojsku dali wypoczynek, gdyż w nastających bitwach trzeba będzie potężnie na wroga uderzyć; niektóre tylko kohorty odkomenderował do gaszenia pożaru i do torowania drogi przez rumowiska.
4. Dnia tego Żydzi byli tak przerażeni i tak zmęczeni, że zaniechali wszelkich wypadów. Ale nazajutrz, skupiwszy wszystkie swoje siły, ze świeżym męstwem rzucili się około godziny drugiej1294 przez bramę wschodnią na straże zewnętrznego dziedzińca świątyni. Te dzielnie wytrzymały natarcie, przednie szeregi, przysłoniwszy się tarczami, stały jak mur, widać było jednak, że długo naporu nie zdzierżą, gdyż przeciwnicy przewyższali ich siłą i szałem bojowym. Cezar, patrząc na to z Antonii i widząc, że bitwa może się dla Rzymian zakończyć niepomyślnie, chcąc temu zapobiec, ruszył z pomocą na czele doborowej jazdy. Tego uderzenia Żydzi wytrzymać nie zdołali, wielu padło, wielu zbiegło. Ale zaledwie Rzymianie rozpoczęli odwrót, znowu Żydzi uderzyli na nich i to z tyłu. Tedy Rzymianie raz jeszcze zawrócili, zmusili ich do ucieczki, a około godziny piątej w dzień Żydzi, pobici zupełnie, zamknięci zostali w części wewnętrznej świątyni,1295
5. a1296 Tytus cofnął się do Antonii, zamierzając dnia następnego wszystkimi siłami na nich uderzyć i świątynię dokoła wojskami opasać. Ale Bóg już dawno był skazał ów Przybytek na ogniową zagładę i oto z toni czasów wyłonił się wyznaczony losem dzień dziesiąty miesiąca Loos1297, ten sam, który patrzył na spalenie pierwszej świątyni1298 przez króla Babilończyków. I nie kto inny, ale Żydzi dali do tego powód i z ich winy ta wtóra pożoga1299 świątyni nastąpiła. Zaledwie bowiem Tytus był się oddalił, powstańcy po krótkiej przerwie raz jeszcze na Rzymian napadli, wywiązała się walka pomiędzy załogą Przybytku a żołnierstwem przeznaczonym do gaszenia zabudowań wewnętrznego dziedzińca świątyni, które ścigając uciekających Żydów, dotarło do samego Przybytku. I oto pewien żołnierz, nie czekając niczyjego rozkazu ani też nad skutkami postępku swego nie zastanowiwszy się, rzekłbyś ślepe narzędzie wyższego zrządzenia, chwycił z pożaru †1300 głownię i stanąwszy na plecach swego towarzysza1301, miotnął ją przez złote okno ze strony północnej ku zabudowaniom okalającym Przybytek. Zaledwie ukazały się płomienie, Żydzi podnieśli wrzawę niesłychaną, jaką tylko takie nieszczęście mogło tchnąć z ich piersi, biegli ratować, nikt już o własnym nie myślał bezpieczeństwie, każdy nadludzkich dobywał sił, skoro temu groziła zagłada, co było głównym przedmiotem ich pieczy.