Tak rósł między innemi w przyjaźni i zgodzie,

Wszędzie go było pełno, po łąkach, w ogrodzie,

Żył spokojnie, dopóki nie znał co pochwały.

Ale gdy uwielbienia ze wszech stron zabrzmiały,

Obudziła się zazdrość w gronie towarzyszy;

Już nieznośne szemranie wkoło siebie słyszy,

Już nie takiem, jak dawniej patrzą się nań okiem,

Każdyby nienawistnym rad go pożreć wzrokiem:

Stracił miłość, spokojność, szczęście, przyjacieli,

Natrętni wielbiciele nudzić go zaczęli,