Zanurzył ostre utopiwszy szpony —

Chciał ubić mnicha, — niepojęta siła

W miejscu go wryła i rękę wstrzymała.

Wtém starszy smerda czołem mu uderzył,

I do Mindowsa prowadził świetlicy.

Trojnat czarnego klnąc pominął mnicha.

W progu komnaty Mindows stał ponury,

I oczy ich się w milczeniu spotkały.

Trojnat Kobola u drzwi próżno szukał,

Nie znalazł, spójrzał, i za miecz u pasa