Na brzęk łańcuchów, na krzyki gawiedzi,

Skinieniem, okiem nie da odpowiedzi;

Zsunął się z konia, i powolnym krokiem

Poszedł, dumając, po dworze szérokim.

Zabójcy ojca patrzą się nań z boku;

Szyderskie myśli śmieją się im w oku,

Usta się krzywią; rękami w milczeniu

Cóś pokazują, jakby stryczek kładli,

Cicho Lisica szepce do Bilgena:

— Czy mu ta sama izba wyznaczona,