Pogańskie tłumy już w kościelne wrota

Wpadły, przybytek pustoszą,

Na klasztor ognie dzika tłuszcza miota,

Złoto i srébro wynoszą,

Łupy zbierają, a bezbronnych wiążą,

Na wozy zabór swój kładą;

Lecz strach ich pędzi — wzrokiem wkoło krążą,

Złupili, palą i jadą.

Bo dzwony ciągle z wież kościelnych biły,

Jakby o pomoc wołały.