Długo ciężkiemi myślami się chłostał;

Nazajutrz, wiecie, jak was przyjął, panie! —

Wiém wszystko, widzę, Mistrz gniewnie zawoła,

Na dłoni zdrada, dowodów nie trzeba.

Lecz biada zdrajcóm!! — Podajcie mi radę. —

Komtur rzekł — Czekaj; zdrada na wierzch spłynie,

Wówczas koronę zrzucić mu i z głową.

Zostaną dzieci ze słabą Królową,

Tyś opiekunem i ojcem przybranym,

Litwę masz w ręku, i uczynisz z niemi,