Z łoża powstaje, chodzi po komnacie,

Ogień rozpala, a Anna zbudzona

Na próżno męża przywabia do siebie,

Chce cieszyć słowy2154, kołysać w uścisku.

Chodzi do świtu, i gorącą głowę

W dłoniach gorących tuli, a łzy jednéj

Nie może wylać, by z nią boleść sciekła2155.

Co ranek służba wchodzi do komnaty

I xiężnę2156 Annę na zamek odwodzi.

Sam wówczas Witold z myślami zostaje,