Lecz w tajemniczym Staubunów gdzieś lesie.

Zamknął już oczy, wyciągając ręce,

I śmiało naprzód rzucił się w gęstwinę.

Wtém puszcza śmiechem tysiącznym zawrzała;

A na ramionach uczuł nieszczęśliwy,

Jak mu się dwoje ostrych szpon wciskało.

Spójrzał229 — nad głową dwoje ócz230 ognistych,

Jak dwa pioruny ze chmury, wisiało.

Chciał strząsaj, porwać, nie dostał rękami.

Już Johds go dusił, do gardła dostawał.