Kiedy ją wiodą do chłodnéj kąpieli,

Coraz łagodniéj na ziemię patrzało,

Coraz się miléj ziemi uśmiechało.

Widać, już wozu jego gasły ognie,

Już odpoczynku zbliżała się chwila;

Nad lasów wierzchy czerwone od znoju

Chylić się zacznie, i patrzy, i stoi,

Jak gdyby jeszcze żałowało ziemi

Opuścić drogiéj, jakby ją żegnało;

I jeszcze długo patrzało pół-okiem,