I posły, stojąc na góry wierzchołku,
Czekali z strachem, kto na ziemię zleci?
Świst tylko przeszył spokojne powietrze,
A potéw głuche nad wojskiem milczenie.
Wszystkich się oczy do góry zwracały,
Gdy z chmury czarna wysunęła bryła,
Pędem ku ziemi lecąc ze krwi strugą.
Smok to był, ale z paszczęką obwisłą;
Skrzydła obcięte, nogi miał skurczone:
Z karku się czarna sączyła posoka: