Raz, kiedy słudzy spali jeszcze, rano.

Wdział Witol wiżos559, prostą odzież włożył,

I miecz przypasał, i łuk przypiął krzywy,

I procę wartką zawiesił u pasa,

A potém wyszedł, nie wiedząc, gdzie idzie.

Jesienny ranek przed zimy uśpieniem

Lasy w rozliczne szaty ufarbował:

Tam jakby świéżą krwią polane drzewa,

Ówdzie jak złote liście powiewały,

I słabe z wiatrem w powietrzu igrały;