Stał on wpośród drzew i gęstéj leszczyny,

Białemi okny do wschodu pozierał.

Za nim ogródek, w którym jesień płowa

Łodygi tylko i chwasty wyniosłe

W osieroconych grzędach zostawiła.

U progu matka córki wyglądała,

A ojciec stary z synem cóś rozmawiał,

Który kamienną łupał drwa siekierą.

— Oto wam gościa przyprowadzam, matko! —

Prześcigając go, wołała Romussa. —