— Tak, rzekł mu Wikind, niech po sukni widzi
Co dusza nasza, co ciało cierpiało,
Jak się na szmaty zgniło, rozleciało—
Niech pęt czérwone policzy znamiona,
Bo łez i jęków nikt nam nie policzy. —
I wyszli bracia, Montwiłłowe dzieci,
I szli podwórcem zamkowym, wśród gwaru,
A kto ich postrzegł z biesiadników tłumu.
Myślał, że mary z Poklusa821 otchłani
Na ziemię cudem z rąk mu się wyrwały.