Wielu nad Dźwiną wieczny sen umorzy

Bez stosu, śpiéwów, i łez, i pogrzebów!

Ludzie padają, jak las burzą ścięty,

Po szyjach braci bieży906 garść zostałych907;

Tam brańców wiążą, tam śpiących mordują:

A kędy przejdą pancerze stalowe,

Zmiotą i wszystko na ziemię obalą.

Mindows do boju nie wiedzie już ludu,

On sam ucieka z garścią swych bojarów —

A lud bez wodza, jak ciało bez głowy,