— Rzecz skończona: po obiedzie strzelanie, wieczór muzyka, jutro opera.
Pospiesznie się zbliżył do oczekującego.
— Niech nikt o nim nie wspomina: rzecz skończona; ani nazwiska, ani nazwiska, proszę...
Podumał chwilę.
— Użyjecie kogo zechcecie, kładę to na was... bylem już o niczém nie wiedział.
Zamyślił się i nagle zakończył:
— Słuchaj Brühl, to Ribera...
— Tak jest N. Panie! to Ribera — potwierdził minister.
VIII
Karnawał w tym roku obiecywał się świetnym. W Saxonii wszystko szło jak najpomyślniéj, szlachtę która skowyczéć śmiała, wysyłano na rekolekcye do Plejssenburga; w Polsce zapewniały spokój, sejm pacyfikacyjny i śmierć ostatniego z Sobieskich. Faustyna śpiewała zawsze cudnie, a na grubym zwierzu w lasach Hubertzburgskich nie zbywało. Ostatni jarmark lipski, na którym się król bawił, przedziwnie obfitował w konie i psy myśliwskie. Dzień po dniu w cudownie najprzód obmyślanym szły porządku.