— Jeśli do króla dostąpię, jestem pewny, wygrałem sprawę...
— Daj Boże! — szepnął Vogler.
Nazajutrz rano Brühl przez Hennickego wiedział iż Sułkowski za parę dni dopiéro ma przybyć. Posłano ajenta tajemnego do Pragi, ażeby tam i w powrocie czuwał nad nim. Na dworze cały spisek ten największą był tajemnicą, hrabina Sułkowska którą królowa uprzejmie przyjmowała na zamku nie miała najmniejszego przeczucia. Król odzyskał był humor wyborny, a karnawał obyczajem dawnym, obiecywał się świetnie.
O rannéj godzinie minister stawił się po rozkazy, odebrał je i zostawiwszy O. Guariniego na zwiadach przy królu, sam do pałacu odjechał. Tu przywdziawszy ubranie nowe, gdyż kilka razy na dzień etykieta zmieniać je zmuszała, kazał się nieść w lektyce do hrabiny Moszyńskiéj. Był u niéj teraz jak w domu. Hrabia mąż jéj przed kilką miesiącami życia dokonał, została wdową i Brühl był pewnym równie jéj serca, jak tego że ręki nie odda nikomu. Stosunki jego czułéj przyjaźni z piękną panią nie były tajne. Codziennie z nią odbywały się narady, co wieczora pani Moszyńska, jeśli Brühl przyjmował u siebie, przyjeżdżała do niego. Wiedziano że nim rządziła. Często bardzo Hennicke, gdy pilno wypadło mu o czémś donieść, bo radzić się nie potrzebował, szukał ministra u hrabinéj.
I tego dnia Brühl wszedł tu jak do domu, dla wytchnienia. Moszyńska odpoczywała z książką w ręku, w żałobie jeszcze po mężu, piękna w tym stroju i majestatycznie poważna.
Zobaczywszy w progu wchodzącego zdala zawołała doń hrabina:
— Sułkowski? cóż Sułkowski? jest? przybył?
— Nie ma go! Z Pirny dali wiedziéć że dopiéro za dwa dni przybędzie.
Fryderyka głową poruszyła z nieukontentowaniem widoczném.
— To nienaturalne — odezwała się — to podejrzane. Żona mi mówiła że najpóźniéj miał być wczoraj. Ktoś mu mógł dać znać.