Zaczął się śmiać, panna Löwendahl ciągnęła daléj szczebiocząc żywo.
— Od kilku dni już głoszą że Baudissin, który kilka razy napróżno o dymisyę prosił, dostanie ją nareszcie. Nic mu tak złego nie będzie, bo dawno odpocząć potrzebuje. Gorzéj daleko, bo drudzy mowią że mój ojciec może także być odprawionym.
— Nie sądzę — rzekł Sułkowski — ale żem od kilku miesięcy nie był w Dreznie, nie rozumiem tego wszystkiego, nie jestem au courrant.
Panna Löwendahl spojrzała nań.
— Domyślić się łatwo. Miejsca są potrzebne dla nowych kreatur.
— Cicho! cicho! — przerwała hrabina — doprawdy ja się lękam już i słowa...
Hrabia ramionami ruszał.
— Popłoch próżny — rzekł — zmieni się to wszystko wprędce.
Na te słowa wszedł kamerdyner.
— Jego ekscelencja w. ochmistrz baron Löwendahl i J. E. generał Baudissin.