— Człowiek okryty łaskami waszemi, którego cała rodzina winna wszystko Najjaśniejszego Pana ojcu i jemu. Niewdzięczność i zuchwalstwo bezprzykładne...
— Kto? kto? — nalegał królewicz.
— Szambelan Watzdorf...
Królewicz powiódł oczyma osłupiałemi dokoła.
— Macie dowód?
— Przy sobie: w ręku trzymam list znaleziony u niego i medale...
— Widziéć nie chcę, nie chcę — odparł królewicz, ręką się zasłaniając — ani ich, ani jego: precz... precz.
— Puścić go bezkarnie? — zapytał Sułkowski — nie może być. Poniesie za granicę potwarze i szerzyć je będzie, kto wié jakie? Może na ś. p. ojca W. Królewskiéj Mości...
— Szambelan Watzdorf? Watzdorf młodszy? — powtarzał Fryderyk — lecz cóż? lecz jakże...
To mówiąc, otarł pot z czoła.