— Wyście go widzieli!
Brühl się uśmiechnął tylko.
— Moglibyście go miéć? — dodał nagląco książe Lichtenstein.
Uśmiech ministra stał się jeszcze wyrazistszym.
Książe pochylił się doń i pochwycił go za obiedwie ręce.
— Jeśli mi dacie ten plan na piśmie, jeśli mi go dacie...
Zawahał się nieco.
— To tak, jakbym głowę moją dał w ręce księciu — odparł cicho Brühl.
— Ale spodziewam się, że moglibyście i ją mi powierzyć — przerwał Lichtenstein.
— Bezwątpienia — mówił daléj minister — lecz gdy plan będzie w rękach waszych, naówczas nie ma innéj alternatywy: jeden z nas paść musi. Wiecie książe, jak król jest do niego przywiązany...