— Cóż ci to?

— Pytacie? widzicie.

— Więc znowu te tęsknoty wracają?

— Nigdy mnie nie opuszczały.

— Znowu zawiniła pewnie Faustyna — rzekł przybyły.

Był nim Brühl, jak się domyśléć łatwo.

— Faustyna? — powtórzyła rzucając nań okiem gniewném. U was jest jedna ona: na myśli, na języku, we wszystkiém.

— A dlaczegóż nie starasz się zaćmić Faustyny? podobać N. Panu, zwyciężyć ją? Starsza...

— Stara jędza jak świat — przerwała żywo Teressa — obrzydła kuglarka. Ale z tym królem...

— Proszę z respektem o królu!