Teressa zwróciła się, spojrzała nań, i poszła nazad na swe miejsce.
Głuche uderzenie do furtki, zaledwie usiadającą poruszyło, wstała gotując się na przyjęcie Guariniego, rozpatrując po izbie, którą sprzątać dopiéro zaczęła.
Żwawy krok dał się słyszéć na wschodach, długa twarz jezuity, nos jego spuścisty i dobroduszny uśmiech dał się widziéć na progu.
Zobaczył krzątającą się Teressę.
— Porzućże! — zawołał — jam nie gość, ja u moich w domu. Beppo mnie w rękę pocałował, stara o mało nie uścisnęła aż mi lżéj, gdym ze współwyznawcami.
Teressa także pocałowała w rękę Ojca, co mogła zabrała i znikła.
Brühl szybko się zbliżył do Guariniego.
— A cóż? — zapytał — jedzie? nie jedzie?
— Jedzie — rzekł śmiejąc się Ojciec — król sam mu powiedział, że powinien się rozerwać po pracy.
Rozumiesz mnie? — rozśmiał się.