— Lontano degli occhi, lontano dal cuore — pomrukiwał Padre powoli. — Król się oduczy od niego, a wy mu go zastąpicie.
Zaczęli chodzić po pokoju obaj... Padre jednak był zamyślony.
— Żonę zostawia, będzie mu donosiła — rzekł cicho.
— Koło niéj trzeba miéć ludzi.
— Dosyćby było jednego — uśmiechnął się Guarini — ale tamto pono trudno... a i kandydata na tę funkcyą znaleźć mi nie łatwo.
Zaczęli cóś szeptać pocichu...
— A goccia à goccia si cava la pietra — dodał Padre...
Z drugiego pokoju wyszła w téj chwili powoli Teressa, trochę już przez poszanowanie dla duchownego przybrana, niosąc w ręku talérz owoców... który z uśmiechem na stoliku postawiła.
Ksiądz ją na sposób włoski po ramieniu poklepał, ona pocałowała go w rękę. Dobył z za sukni medale na sznurku, a było ich razem związanych kilka i wy dzieliwszy jeden Teressie, dwa przyrzucił dla matki i starego Beppa, za co otrzymał jeszcze jeden ręki pocałunek.
Mówili potém z Brühlem długo, cicho, a żywo; minister z pokorą przyjmował instrukcye, lecz z zamyślenia i roztargnienia jego wnosić było łatwo, że sam w téj chwili układał swe postępowanie. Zaczynało już dobrze zmierzchać, gdy O. Guarini się wyniósł pocichu. Teressa wbiegła, aby cóś powiedziéć czy prosić o cóś u Brühla, ale i ten już spieszył, obiecując jéj przyjść późniéj.