— Pan jesteś dziś weselszy, niż kiedy — przerwała Frania — cóż to go czyni tak szczęśliwym?
— Spodziewam się, że pani już jesteś o tém uwiadomioną — podchwycił Brühl, podnosząc ręce ku piersi.
— Nie grajmy komedyi — zawołała Frania — ani pan mnie, ani jabym go nie oszukała. Każą mi iść za pana, gdy ja kocham innego; każą się panu żenić ze mną, choć kochasz inną. Nie są to rzeczy wesołe.
— Ja! kocham inną! — niby zdziwiony odparł, cofając się Brühl.
— Pan kochasz oddawna i zapamiętale Moszyńską: o tém wié zdaje mi się ona, mąż i cały świat, a chcesz pan, żebym ja, żyjąc na dworze, nie wiedziała o tém?
— Jeśli hrabianka chcesz, abym wyznał, że ją kochałem... — odezwał się Brühl.
— O! stara miłość nie rdzewieje — dodała Frania.
— Pani się przyznałaś także.
— Tak, ja się nie taję, że kocham innego.
— Kogo?